2 lipca 1984r.
Ciemność. Nie widziałam nic poza nią, ale mimo to nie bałam się. Landon był tuż obok mnie. Ściskał moją dłoń.
-Zimno mi... gdzie jesteśmy? - zapytałam wtulając się w niego
-Nie mam pojęcia gdzie jesteśmy, ale zaraz zabiorę Cię do domu. Obiecuję. - szepnął przesuwając dłonią po mojej głowie.
Szliśmy dalej w milczeniu, aż w końcu Landon zobaczył samotny, maleńki, pozbawiony oświetlenia domek.
-Chodź - szarpnął mnie za rękę, a ja bezwiednie podążałam za nim.
Drzwi otworzył nam starszy pan w podartym kapeluszu na głowie.
-Dobry wieczór - wybełkotał Landon -czy mógłby nas pan przenocować? Zgubiliśmy się.
-Oh te dzieciaki! No wchodźcie, wchodźcie. Mimo, że jest lipiec to noce mamy wyjątkowo zimne. -mężczyzna wydał się być sympatyczny, a kiedy się uśmiechnął dostrzegłam, że ma złote zęby.
-Czego wam potrzeba? - zapytał kiedy tylko przekroczyliśmy próg jego chatki -Napijecie się czegoś ciepłego? A może od razu zaprowadzić was do pokoju, w którym będziecie spać? -im dłużej na niego patrzyłam tym bardziej pewna byłam, że ten człowiek jest okropnie samotny, a widząc nas poczuł się jakby dostał nowe życie. Gotowa byłam nawet zgodzić się na herbatę i krótką pogawędkę z nim, jednak Landon mocno zacisnął dłoń na moim nadgarstku i powiedział, że jesteśmy bardzo zmęczeni, a herbaty z chęcią napijemy się rano. Pozostało mi jednak uśmiechnąć się i przytaknąć.
Kiedy miałam okazję rozejrzeć się dom wydawał się o wiele większy niż z zewnątrz. Miał nawet niewielkie pięterko, na którym były dwa pokoiki.
-Pościel jest czysta - nie musicie się obawiać. W tym pokoju nie było nikogo przez ostatnie czterdzieści lat. - powiedział odprowadzając nas pod drzwi pokoju i wręczając świeczkę. -Dobranoc dzieciaki. Gdybyście czegoś potrzebowali, to jestem na dole - rzekł wesoło i zszedł po skrzypiących schodach.
Kiedy znaleźliśmy się w środku zobaczyłam idealny porządek. Wszystkie rzeczy poskładane były w idealną kostkę, a gruba warstwa kurzu potwierdzała jedynie słowa starca.
W pokoju było jedno łóżko pościelone dla dwóch osób, niewielki stolik, szafa i dwa czerwone fotele. Było tam strasznie pusto. Żadnych obrazów na ścianach, które były jedynie kilkoma deskami nie pomalowanymi nawet na żaden kolor.
-Dlaczego nie chciałeś z nim porozmawiać? Na pewno jest samotny. Ucieszył by się. - zapytałam kiedy Landon gorączkowo próbował zapalić świecę, która dopiero co zgasła
-Obiecałem zabrać Cię do domu - szepnął dokładnie w chwili, kiedy świeca zapłonęła.
Usiadłam na fotelu na przeciw niego i zaczęłam mu się przyglądać. Wyglądał jakoś inaczej niż zwykle. Był jakby zdenerwowany, ręce mu się trzęsły, źrenice stały się ogromnymi spodkami, a po czole spływały mu krople potu.
-I to jest ten dom? - zapytałam w końcu.
Pokręcił przecząco głową i gestem pokazał bym dała mu rękę.
Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął z niej mały, plastikowy woreczek i strzykawkę. Odruchowo cofnęłam się, jednak ufałam mu. Ponownie położyłam rękę na stoliku dygocząc ze strachu.
Landon zacisnął mi rzemyk na przedramieniu, a ja z uwagą obserwowałam każdy jego ruch.
-Na pewno wiesz co robisz? - wyjąkałam i zdałam sobie sprawę z tego, jak słaby nagle stał się mój głos.
Podwinął rękawy jakby nie usłyszał mojego pytania, jednak szybko zorientowałam się, że to właśnie jest odpowiedź. Jego ręce były w wielu miejscach pokryte śladami po wkłuciach.
Wyciągnął z kieszeni łyżeczkę i wysypał na nią biały proszek, a potem dodał kilka kropel soku z cytryny. Trzymał chwilę tę mieszankę na łyżeczce, nad ogniem świecy, a kiedy była już w zupełności płynna napełnił nią strzykawkę. Pomacał delikatnie moją rękę, jednak zanim wkuł mi się w żyłę popatrzył mi prosto w oczy jakby chciał upewnić się, że tego chcę, więc kiwnęłam nerwowo głową.
-Don't be scared baby. I'll take you home. - wyszeptał z miłością, ja poczułam zimno igły na swojej skórze, a potem delikatne ukłucie.
Czułam jak moja krew zaczyna płynąć szybciej niosąc ze sobą heroinę. Po chwili ta substancja wypełniła mnie w zupełności. Zrobiło mi się nagle ciepło i przyjemnie, ból jaki odczuwałam przy wkłuciu zniknął. Byłam szczęśliwa, że tu jestem, że jestem razem z Landonem i przez myśl przemknęło mi nawet, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, jednak siedziałam grzecznie w fotelu obserwując uważnie Landona powtarzającego tę samą czynność co przed chwilą. Kiedy i on wstrzyknął sobie swoją działkę zauważyłam, że od razu się uspokoił, ręce przestały mu się trząść, źrenice przybrały rozmiar główki szpilki, czyli taki jaki miały zazwyczaj kiedy go widywałam, a na jego twarzy zagościł uśmiech.
Usiadłam mu na kolanach i mocno go przytuliłam.
-Tak bardzo Cię kocham, Landon. - wyznałam szczerze przeczesując palcami jego ciemne włosy.
Zaczął mnie całować z taką namiętnością, jak jeszcze nigdy dotąd. Naszą pierwszą wspólną noc spędziliśmy zaćpani i nie pamiętam z tego nic poza tym, że chyba mi się podobało.
Rano, kiedy się obudziłam Landon już nie spał. Przesuwał opuszkami palców po mojej skórze i patrzył na mnie z troską.
-Dzisiaj też weźmiemy? - zapytałam od razu zdając sobie sprawę z tego jak bardzo mam na to ochotę.
-Więc już należysz do mojego świata, Layla - uśmiechnął się i sięgnął po strzykawkę.
Jego źrenice były maleńkie, a on sam spokojny jak baranek więc domyśliłam się, że już wziął.
Wstrzyknął mi moją dawkę i znów poczułam się wolna, jednak to było trochę inne uczucie niż zeszłego wieczoru. Teraz wydawało mi się, że lepiej kontroluję samą siebie. Szczęśliwa i spokojna ubrałam się i zeszłam z Landonem na dół po skrzypiących schodach, gdzie w fotelu siedział starszy pan z kapeluszem zsuniętym na oczy. Kiedy tylko usłyszał nasze kroki od razu podniósł głowę i powitał nas uśmiechem.
Tym razem także odmówiliśmy pogawędek i dziękując za gościnę wszyliśmy z jego chatki.
-Dlaczego nie chciałaś z nim porozmawiać? - zapytał jakby z przekory Landon
Uśmiechnęłam się jedynie, wiedząc, że zna odpowiedź na to pytanie.
Kiedy byłam naćpana nie czułam potrzeby rozmowy z kimkolwiek, a kiedy tylko trzeźwiałam pragnęłam kolejnej działki. I od tamtej nocy tak właśnie wyglądało moje życie. Dzień w dzień.
Często sama dziwiłam się jak szybko stałam się narkomanką i nie zauważyłam nawet dnia, w którym przestałam brać dla przyjemności, a zaczęłam dla przymusu.
Kiedy człowiek zbyt długo żyje w idealnym świecie ten realny wydaje się być bolesną iluzją, przykrym wspomnieniem.
Narkomański świat to nasza pełnia szczęścia, z której nie potrafimy zrezygnować, a jedyną miłością, której potrafimy być wierni jest pełna strzykawka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz