-Haroldzie, dokąd się wybierasz? - zapytała Helena bacznie wpatrując się w męża.
-Tylko na krótki spacer moja droga, wrócę nim zdążysz za mną zatęsknić. - mruknął jedną dłonią przygładzając siwe włosy, a drugą otwierając drzwi.
Kobieta westchnęła głęboko i wróciła do swoich codziennych zajęć, podczas kiedy Harold już kroczył dumnie uliczkami Londynu skąpany w popołudniowym słońcu. Starszy mężczyzna uwielbiał każdego dnia wymykać się z domu i przyglądać ludziom na ulicy, przypominać sobie swoją dawno temu utraconą młodość , rozkoszować się życiem wciągając głęboko w płuca świeże powietrze. Słońce delikatnie schowało się za chmurami zwiastując nadchodzący deszcz, a lekkie podmuchy wiatru nasiliły się, kiedy Harold ujrzał czarującą kobietę w czarnej długiej sukni i wiedziony intuicją postanowił podążyć jej śladem. Dama w czerni zdawała się go dokądś prowadzić. Za każdym razem kiedy mężczyzna zbliżał się do niej na tyle, by dostrzec że suknia w całości zrobiona jest z koronki, a jej usta lśnią intensywną czerwienią ona przyspieszała kroku rzucając mu ukradkowe spojrzenie. Ciemne chmury teraz w zupełności zakryły słońce pozbawiając świat jego zbawiennych promieni, deszcz lunął z nieba raz po raz rozdzieranego przez błyskawice, a tajemnicza kobieta zniknęła bez śladu. Zdezorientowany Harold zaczął nerwowo rozglądać się dookoła poszukując schronienia i właśnie w tym momencie ujrzał stary sklep z zegarami wyglądający podejrzanie znajomo. Po przekroczeniu jego progu zorientował się, że niegdyś było to jego ulubione miejsce na Ziemi, do którego szedł prosto ze szkoły i o dziwo zupełnie nic się w nim nie zmieniło. Sklep jego ojca. Dzwoneczki przymocowane do drzwi głośno zadzwoniły wywołując z zaplecza sprzedawcę, wiekowego mężczyznę do złudzenia przypominającego człowieka, który przeszło siedemdziesiąt lat temu sadzał go na kolanach i opowiadał wspaniałe historie rodem z najpiękniejszych książek. Mały Harold, który wówczas nie umiał jeszcze czytać wsłuchiwał się w opowieści ojca z nieskrywanym zachwytem niejednokrotnie zastanawiając, czy mężczyzna naprawdę to wszystko przeżył, czy może jedynie przeczytał w jednej z tych zakurzonych ksiąg stojących na najwyższej półce w ich rodzinnym domu.
-Przepraszam, ja....deszcz zastał mnie w drodze, a nie mam przy sobie parasola. Mógłbym tu przeczekać tę ulewę? - zapytał z zawstydzeniem, które towarzyszyło mu wiecznie w latach młodości.
-Oczywiście, synu. Rozgość się, zaparzę Ci herbaty. - zarówno głos jak i uśmiech starca wydał się Haroldowi znajomy.
Teraz już wiedział na pewno - albo zwariował, albo cofnął się w czasie, z czego jednak to pierwsze było wiele prawdopodobniejsze.
Zlękniony, z sercem szamoczącym się w piersi postanowił cichutko wycofać się ze sklepu i pędem ruszyć do domu pod osłoną deszczu, jednak kiedy tylko jego dłoń spoczęła na klamce usłyszał za swoimi plecami głęboki, kobiecy głos, który mógł należeć tylko do tajemniczej damy w czerni.
-Może jednak zostaniesz z nami, Haroldzie?
Mężczyzna odwrócił się wbijając wzrok w wyłaniającą się z mroku sylwetkę kobiety. Po chwili stała przed nim w pełnej okazałości Nadya, siostra jego żony i jego pierwsza prawdziwa miłość. Harold oparł się całym ciężarem ciała o szklane drzwi sklepu i rzucił tęskne spojrzenie tamtemu Londynowi za nimi, ulicom zupełnie pozbawionym ludzi, niebu nieprzyjemnie szaremu i strugom deszczu z impetem uderzającym o ziemię. W tym właśnie momencie z zaplecza wrócił starzec z muchą przewiązaną pod szyją i w tweedowej marynarce, z ojcowskim uśmiechem przyklejonym do twarzy.
-Usiądź Haroldzie. Sądzę, że musimy porozmawiać.
Harold oczywiście ani myślał się sprzeciwiać, przycupnął na niewysokim taborecie i trzęsącą się dłoń wyciągnął ku filiżance z herbatą.
-Synu, dzisiaj masz już osiemdziesiąt cztery lata, czyli dokładnie tyle, ile ja miałem w dniu swojej śmierci. - zaczął Vincent - I wiem doskonale jak niedorzeczne Ci się to wydaje, ale czas zatrzymał się tylko w tym miejscu. Kiedy opuścisz sklep zobaczysz Londyn takim jakim go pozostawiłeś. Posłuchaj, drogi chłopcze.... w tym wieku młodość wraca ze zdwojoną siłą, te wszystkie wspomnienia. Wiem, że to wraca. Dlatego chcę Ci podarować coś, co tylko ja mógłbym Ci podarować. Nie ja jako ojciec, ale ja jako Zaklinacz Czasu, jako Zegarmistrz. Chciałbym Ci podarować zegar, który zabierze Cię do chwil, które chciałbyś przeżyć jeszcze raz. -w tym momencie wsunął on Haroldowi w dłoń kieszonkowy zegar i oplótł wokół niego palce syna zamykając zegar w żelaznym uścisku - Jednak, mój synu, używaj go rozważnie. Masz jedynie trzy wspomnienia do wyboru. W ostatnim zostaniesz zaklęty na zawsze i nigdy już nie będziesz miał możliwości powrotu. Czas tak naprawdę nie istnieje i to czyni go niebezpiecznym. Musisz o tym pamiętać.
Zapadła ciężka cisza przerywana jedyna coraz spokojniejszymi uderzeniami serca Harolda.
-Wybierz najpiękniejsze momenty rozważnie i zrób to w chwili, w której zdecydujesz, że Twoje życie trwa już zbyt długo. Pamiętaj też, aby nikogo przy tym nie zranić. I nie próbuj zmieniać przeszłości, ponieważ skutki tego mogą być tragiczne. - pomieszczenie wypełnił kojący głos Nadyi.
-Dziękuję. - Harold w końcu wydobył z siebie głos.
Kiedy odwrócił głowę ujrzał delikatne przebłyski słońca za oknem i zrozumiał, że to już czas pożegnania.
-Zanim odejdziesz z tego świata, pamiętaj, aby go komuś przekazać. - szepnął Vincent wbijając wzrok w zegar. -Czas nie może umrzeć wraz z Tobą.
-Obiecuję, ojcze. -przytulił starszego mężczyznę tak mocno pachnącego starymi książkami i jego własnym dzieciństwem szczelnie przy tym zaciskając oczy, a kiedy już je otworzył znajdował się z powrotem na ulicy Londynu pełnej ludzi.
-Żegnaj synu. - usłyszał szept wiszący w powietrzu, jednak kiedy rozejrzał się dookoła dostrzegł, że w miejscu sklepu, w którym znajdował się przed chwilą teraz jest antykwariat.
Niewiele myśląc skierował się ku parkowi, który uważał za jedno z piękniejszych miejsc jakie kiedykolwiek dane było mu odwiedzić. Rozsiadł się wygodnie na ławce wpatrując się w światła wieczornego Londynu, a w dłoni mocno ścisnął zegarek, który jeszcze przed chwilą ciążył mu w kieszeni i wrócił pamięcią do momentu, w którym znów miał szesnaście lat i całe życie przed sobą. Kiedy uchylił powieki zrozumiał, że naprawdę przeniósł się w czasie, do momentu, kiedy po koncercie wybrali się wraz z Nadyą na dach najwyższego wówczas budynku w całej Anglii, skąd podziwiali spadające gwiazdy. Helena i jej siostra były swoimi zupełnymi przeciwieństwami. Ta pierwsza była cicha, spokojna, kochająca i nieśmiała, natomiast druga rozrywkowa, ponętna, szalona, pożądana przez wszystkich mężczyzn którzy kiedykolwiek stanęli na jej życiowej drodze. W tej właśnie chwili Harold zrozumiał, że błędne było przekonanie towarzyszące mu przez wiele lat, mówiące że poślubił niewłaściwą siostrę. Mając znów te naście lat i trzymając w swoich dłoniach dłoń Nadyi pojął, że nikt nie mógłby być dla niego właściwszą towarzyszką życia niż Helena, z którą był szczęśliwy starzejąc się, podczas kiedy jej młodsza siostra była idealna tylko wtedy, kiedy oboje byli dzieciakami. Złożył ostatni pocałunek na jej ustach i postanowił wrócić do rzeczywistości. Drugim wybranym przez mężczyznę wspomnieniem było lato spędzone nad morzem z przyjaciółmi, a ostatnim już, najpiękniejszym momentem jeszcze czasy dzieciństwa, kiedy podczas świąt Bożego Narodzenia ojciec zabrał go na długi spacer po Londynie. Opowiadał mu przeróżne historie, poczynając od tych zabawnych, aż po te straszne bądź smutne. Kiedy wrócili do domu przystrojonego kolorowymi światełkami byli strasznie przemarznięci, jednak jeszcze bardziej szczęśliwi. Mama zapalała świece i przygotowywała wszystko do kolacji. Wtedy mały Harold poprosił rodziców, by pozwolili mu jeszcze na chwilę wyjść z domu, złożyć życzenia sąsiadom. Drzwi otworzyła mu mama Heleny i Nadyi. Chłopiec chciał koniecznie rozmawiać z tą siostrą, która nigdy nie miała być jego. Wręczył jej wtedy zegar prosząc by kiedy będzie nieskończenie smutna przypomniała sobie najpiękniejszą chwilę w jej życiu mocno ściskając go w dłoni. Dziewczynka była niepohamowanie szczęśliwa i nieświadoma, że kiedyś owy zegar uchroni ją przed samobójczą śmiercią. Cóż, Harold złamał zasady i zmienił bieg historii i musiał za to zapłacić.
Następnego ranka młody chłopak, który wyszedł na spacer z psem odnalazł na ławce w parku ciało starca. Mężczyzna ściskał w dłoni pęknięty zegar, oczy miał zasnute mgłą, a na ustach zarys uśmiechu. Złamał jednak ważną obietnicę daną żonie - "Wrócę nim zdążysz za mną zatęsknić.". Nie wrócił. Został uwięziony w czasie. A jeśli ktokolwiek by się przyjrzał połamanemu zegarowi dostrzegłby niewyraźny zarys ludzkiej postaci skaczący po wskazówkach, błagający o uwolnienie. Niestety jednak nikt nie może wydostać się z tak okrutnego więzienia, jakim jest czas. Dusza za duszę. Życie Harolda za życie Nadyi. To była dobra cena.
Londyn natomiast okryła ciężka i gęsta mgła, wśród której ukrywał się starszy pan w tweedowej marynarce, głęboko zaciągający się dymem papierosowym. On także musiał zapłacić tego dnia ogromną cenę. Jeśli raz chce się powrócić do świata śmiertelnych trzeba w nim już pozostać na zawsze. Do dzisiaj, po wielu latach od tamtego dnia po Londynie błądzi wiekowy mężczyzna roznoszący za sobą zapach książek i historii. Mimo, że każdego dnia częstuje uśmiechem setki ludzi, jest idealnym przykładem na to, że nieśmiertelność bywa ceną wyższą niż śmierć, a czas dużo niebezpieczniejszy niż najstraszliwsza broń.
piątek, 31 maja 2013
poniedziałek, 11 lutego 2013
Secret place
Każdy z nas potrzebuje swojego sekretnego miejsca do którego może uciec. Alicja miała Krainę Czarów, Piotruś Pan Nibylandię, a Łucja Narnię. Ja też mam takie miejsce do którego przychodzę kiedy umieram ze szczęścia, umieram ze smutku, umieram z szaleństwa. Pewnego dnia tańczyłam tam, a ptaki nuciły swoją pieśń. Wtedy właśnie kątem oka dostrzegłam ją. Stała oparta o jedno z drzew, miała na głowie słomkowy kapelusz spod którego wystawały czerwone włosy. Zatrzymałam się zawstydzona i oszołomiona jej pięknem. Bynajmniej nie mówię tu o pięknie zewnętrznym, które może posiadać każdy, a o pięknie, które dostrzegłam w jej oczach. Pięknie duszy. Już wtedy wiedziałam, że jest aniołem, takim prawdziwym, który zszedł z nieba złotymi, krętymi schodami. Powiedziała mi, że ma na imię Nathalie, później długo rozmawiałyśmy i któregoś dnia odkryłam, że mogę ją nazwać przyjaciółką. Zawsze, kiedy byłam w naszym sekretnym miejscu, ona była ze mną. Rozmawiając zgłębiałyśmy ludzkie umysły i dusze, odkrywałyśmy świat patrząc sobie w oczy. Byłyśmy tak jednakowe, a tak zupełnie różne. Wyjątkowe. Goniłyśmy za białymi królikami uciekającymi w pośpiechu do Krainy Czarów, pozwalałyśmy malutkim Wróżkom siadać na naszych dłoniach i długo rozprawiałyśmy z nimi o istocie magii. Kiedy żyłyśmy trwała wieczna wiosna, kwiaty nigdy nie więdły, a zegarki zamierały w bezruchu. Jednak jak to jest we wszystkich bajkach - musiała pojawić się nowa postać, przedstawicielka zła. Wdarła się do naszego sekretnego miejsca z czarnym kapturem naciągniętym na głowę, zasiała kwiaty mroku i śmiertelności w naszym życiu. Pewnego dnia czekałam na przyjaciółkę tańcząc, rozkładając ramiona, wiatr unosił moje włosy,a uśmiech sam rysował się na twarzy. Byłam w swojej własnej Krainie Czarów, więc nic złego nie mogło się już stać. Wtedy właśnie wysoko nad drzewami przefrunęła ogromna wrona, ptak, z oczyma wypełnionymi grozą, samotnością i nieszczęściem, który w rzeczy samej był zwiastunem tragedii. Nathalie w jednej chwili tkwiła w moich ramionach, a w drugiej rozpadła się na tysiąc kawałków, pękła jak bańka mydlana. Zniknęła. Odeszła. Wiedziałam, że wróciła do miejsca, z którego przybyła, że była jedynie aniołem, który miał mnie uświadomić o wartościach życia. Cieszyłam się na myśl, że jest w niebie, jednak teraz nasze sekretne miejsce było jedynie piekłem samotności. Kiedy z mojego serca smutek zaczął się przelewać, okrywać całe moje ciało napisałam list, który potem wysłałam do nieba, a brzmiał on tak:
"Droga Nathalie
Jestem teraz w naszym sekretnym miejscu. Pewnie pamiętasz radosny świergot ptaków, prawda? Cóż, teraz jakby ucichł. Woda też chyba wolniej płynie, jakby straciła sens istnienia, a powietrze smakuje goryczą i żalem. Wybacz mi każdy moment, w którym nie byłaś w pełni szczęśliwa, wybacz, że nie zdążyłaś mi powiedzieć wszystkiego, ponieważ tak dużo mówiłam o sobie. Odnajduję Cię w każdym odbiciu na tafli wody czy podmuchu wiatru. Wiem, że ciągle tu jesteś, ale kiedyś odnajdę Cię tak naprawdę. Tęsknię za Tobą i umieram bez Ciebie. Więdnę zupełnie jak kwiaty po wizycie Mrocznej Pani w naszej Krainie Czarów. Bez Ciebie magia wydaje się absurdem, ale wiem, że z czasem znów w nią uwierzę.
Do zobaczenia. "
Nie musiałam się podpisywać, wiedziałam, że Nathalie trzymając w dłoniach kopertę z moim listem poczuje moje serce bijące przez papier.
Teraz pozostało jedynie czekać.
Czekać na odpowiedź, na cud, na życie lub śmierć, na zbawienie, które nigdy nie nadeszło.
Dobranoc, słodki Aniele.
______________________________________________________
To opowiadanie chciałabym zadedykować mojej przyjaciółce, Natalii, która nocą z 26 na 27 stycznia postanowiła popełnić samobójstwo. Moja kochana, żałuję, że nie pozwoliłaś światu się odkryć. Byłabyś najwspanialszą poetką jaką ktokolwiek widział. Kiedyś Cię odnajdę, ale teraz śpij spokojnie.
"Droga Nathalie
Jestem teraz w naszym sekretnym miejscu. Pewnie pamiętasz radosny świergot ptaków, prawda? Cóż, teraz jakby ucichł. Woda też chyba wolniej płynie, jakby straciła sens istnienia, a powietrze smakuje goryczą i żalem. Wybacz mi każdy moment, w którym nie byłaś w pełni szczęśliwa, wybacz, że nie zdążyłaś mi powiedzieć wszystkiego, ponieważ tak dużo mówiłam o sobie. Odnajduję Cię w każdym odbiciu na tafli wody czy podmuchu wiatru. Wiem, że ciągle tu jesteś, ale kiedyś odnajdę Cię tak naprawdę. Tęsknię za Tobą i umieram bez Ciebie. Więdnę zupełnie jak kwiaty po wizycie Mrocznej Pani w naszej Krainie Czarów. Bez Ciebie magia wydaje się absurdem, ale wiem, że z czasem znów w nią uwierzę.
Do zobaczenia. "
Nie musiałam się podpisywać, wiedziałam, że Nathalie trzymając w dłoniach kopertę z moim listem poczuje moje serce bijące przez papier.
Teraz pozostało jedynie czekać.
Czekać na odpowiedź, na cud, na życie lub śmierć, na zbawienie, które nigdy nie nadeszło.
Dobranoc, słodki Aniele.
______________________________________________________
To opowiadanie chciałabym zadedykować mojej przyjaciółce, Natalii, która nocą z 26 na 27 stycznia postanowiła popełnić samobójstwo. Moja kochana, żałuję, że nie pozwoliłaś światu się odkryć. Byłabyś najwspanialszą poetką jaką ktokolwiek widział. Kiedyś Cię odnajdę, ale teraz śpij spokojnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)