Strony~

Statystyki~

sobota, 17 listopada 2012

Serial killer cz.1

Nadya była moją najlepszą przyjaciółką. Każdą wolną chwilę spędzałyśmy razem, biegałyśmy w deszczu ochlapując się lodowatą wodą, czasami nawet całowałyśmy się. Kochałam ją. Nie jak siostrę czy przyjaciółkę. Kochałam ją w zupełnie inny sposób i uważałam to za wyjątkowe. Normalnie ludzie mnie brzydzili, nienawidziłam każdego ich oddechu. Natomiast jej każdy oddech chciała bym łapać i wciągać głęboko do płuc. Miałyśmy po siedemnaście lat. Wtedy odważyłam się wyznać przyjaciółce co tak naprawdę tkwi w moim sercu. Nie wiem czy byłam bardziej zaskoczona czy szczęśliwa, kiedy wyznała mi to samo. Świat zawirował. Pewnego dnia uciekłyśmy razem z domu zostawiając jedynie rodzicom karteczki o treści "Jesteśmy razem. Nadya i Caroline. Nie szukajcie nas. Wrócimy". Nie szukali. Pojechałyśmy w góry. Za dnia wspinałyśmy się wysoko, traktując życie, jakby nic nie mogło go nam odebrać. Bawiłyśmy się ryzykując, to było piękne. Kiedy zapadła noc tuliłyśmy się do siebie zasypiając. Ostatniego dnia naszego pobytu w tym miejscu Nadya zabrała mnie na długi spacer. Trzymałyśmy się za ręce, czego nie mogłyśmy robić będąc w rodzinnym mieście, gdzie nikt nie tolerował związków homoseksualnych. Poszłyśmy na most zakochanych, po którym spacerowało wiele par. W tym my - zupełnie prawdziwe razem. Zawiesiłyśmy złotą kłódeczkę z wygrawerowanym napisem "Nadya & Caroline na zawsze razem", a potem długo się całowałyśmy. W drodze powrotnej wstąpiłyśmy do małej, przytulnej knajpki, gdzie popijałyśmy gorącą czekoladę trzymając się za ręce. Nadya była piękna, nigdy nie potrafiłam oderwać wzroku od jej czarnych niczym węgiel oczu i kręconych włosów tego samego koloru. Była mulatką. I najpiękniejszą dziewczyną jaką znam. Na jednym z drzew wyryłyśmy nasze inicjały zamknięte w sercu. Wiele dzieciaków tak robiło, jak gdyby dwie literki wycięte na kawałku drzewa mogły być nieśmiertelne. Jakby mogły przejąć od niego długowieczność dzięki czemu związek mógłby trwać na zawsze. Każdy chciałby przecież miłości idealnej i ja taką przeżyłam. Aż do dnia, kiedy trzy lata po powrocie z naszej wycieczki Nadya zaginęła. Nie wracała przez miesiąc, dwa. Nie wróciła już nigdy. Jej ciało znaleziono w domku na drzewie, który razem budowałyśmy. Została zamordowana. Płakałam dniami i nocami, świat przestał dla mnie istnieć, każde wspomnienie bolało powracając jako żywe, podczas kiedy ona była martwa. Ten, kto nigdy nie stracił swojego świata nie zrozumie jak przerażający ból rozrywał moje serce. Nadya. Nadya. Nadya. Dlaczego wracasz do mnie jedynie w snach? Dlaczego nie mogę Cię dotknąć?

                 ***

Powrócić do miejsca wypełnionego wspomnieniami po brzegi po latach łez, cierpienia, akceptacji, zapomnienia to tak, jak odrywanie smaku truskawek na nowo. Wróciłam w góry, po których spacerowałam razem z Tobą. Będąc na szczycie czułam, że jestem bliżej Ciebie, bo przecież Ty byłaś w niebie. Zatrzymałam się nawet w tym samym hotelu. Wszędzie widziałam Ciebie, Twoją ciepłą twarz i nie potrafiłam nawet zatrzymać potoku łez płynącego z moich oczu. Wybrałam się na most, gdzie żyło najpiękniejsze nasze wspólne wspomnienie. Ono nigdy nie wyblaknie w mojej pamięci. Po dziś dzień, mimo upływu lat pamiętam Twoją karmazynową sukienkę i niesforne loki ściągnięte w wysoki kucyk. Miałaś czerwoną szminkę na utach. Nasza kłódeczka ciągle wisiała dumnie głosząc napis "Nadya & Caroline na zawsze razem". To było kłamstwo. Wracając przystanęłam przed szybą knajpy w której zatrzymałyśmy się tego wieczoru. Ciągle widzę nas razem przy tym stoliku po lewo od okna. Uśmiechasz się. Ja teraz też uśmiecham się przez łzy. Pocałowałyśmy się, a ludzie ochoczo bili nam brawa, pamiętasz? Nagle z budynku wyszedł starszy pan, którego w pierwszej chwili nie zauważyłam. Położył mi rękę na ramieniu. Szepnął, że nas pamięta. Że byłyśmy wspaniałe, jedyne mające odwagę tutaj by otwarcie pokazywać swoją odmienność. Twierdzi, że nas pokochał od pierwszej chwili. Wcisnął mi w ręce kawałek drewna, jednak nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Zrobiłam to dopiero, kiedy odszedł zostawiając mnie samą. Tabliczka wycięta z drzewa. Poznałam od razu nasze koślawe literki. N + C zamknięte w nierównym sercu. Widocznie drzewo zostało ścięte, ale starszy pan, zachował tę pamiątkę po nas. Kiedy wróciłam do hotelu okazało się, że ktoś zostawił dla mnie wiadomość. Bez pośpiechu wróciłam do pokoju nie otwierając listu, wzięłam prysznic i dopiero wtedy postanowiłam rozerwać kopertę. Przyłapałam się na tym, że serce bije mi jak oszalałe, jednak kiedy przeczytałam treść zamarło na dłuższą chwilę. Kim jesteś? - szepnęłam do skrawka papieru, który otwarcie głosił "To ja ją zabiłem."