Nazywam się Aghata i chciała bym opowiedzieć wam historię swojego życia.
Liczę sobie już dziewięćdziesiąt trzy wiosny i od wielu lat mieszkam w Londynie.
Urodziłam się w Paryżu, jednak kiedy miałam ledwo pięć lat moi rodzice rozwiedli się. Mama spakowała nasze rzeczy i wyszła z domu trzymając mnie za rękę i tuląc mojego młodszego brata w ramionach. Od tamtego czasu mieszkam właśnie w Anglii. Zapewne ciekawi was jak zniosłam rozstanie rodziców? Otóż chyba byłam z tego powodu szczęśliwa. Mój tato był bardzo przystojnym mężczyzną, więc korzystał z tego zdradzając mamę. Tak przynajmniej słyszałam w rozmowach dorosłych. Sama nigdy o nim z mamą ani nikim innym nie rozmawiałam. Nie czułam potrzeby mieć go przy sobie.Już nawet prawie go nie pamiętam. Od czasu naszej wyprowadzki widziałam go może jeszcze dwa czy trzy razy. Wiem jedynie, że ożenił się ponownie i doczekał czwórki dzieci. Wtedy właśnie przestał się mną i Jonathanem interesować zupełnie. Nie dawał mamie żadnych pieniędzy na nasze utrzymanie więc żyliśmy bardzo skromnie.
Widziałam, że jest jej bardzo ciężko. Całymi dniami musiała pracować by móc zapewnić nam odpowiednie warunki. Często rezygnowałam z wielu przyjemności by móc zająć się bratem. Nie miałam znajomych i ogólnie rzecz biorąc byłam uważana za osobę nudną i ponurą. Ja jednak byłam po prostu zmęczona tym wszystkim. Wiele razy miewałam myśli samobójcze, których szybko się pozbywałam, bo mimo wszystko nadzwyczaj kochałam życie. Nadal je kocham mimo wielu niepowodzeń jakich w życiu doświadczyłam.
Byłam pilną uczennicą. Zawsze najlepszą w klasie. Dlatego też dostałam się do wymarzonego liceum. Uczyłam się, by kiedyś móc zarabiać pieniądze, których brakowało mojej mamie.
Jonathan z wiekiem stawał się coraz bardziej przystojny. Przypominał mi ojca. Miał czarne jak węgle oczy i kasztanowe loki. Ja w tamtych czasach byłam typowym brzydkim kaczątkiem. Miałam płomiennie rude włosy, zapadnięte zielone oczy, wychudzoną twarz obsianą tysiącem piegów i masę kompleksów więc nawet nie dbałam o to jak wyglądam. Zatopiłam się w książkach i zanim się obejrzałam byłam szczęśliwą studentką medycyny. Jednak to nie zupełnie tak, że nie widziałam świata poza książkami. W czasach szkoły średniej byłam szalenie zakochana w pewnym chłopaku imieniem Matt. Uwielbiałam jego ciepłe spojrzenie i sposób w jaki się do mnie zwracał. Przez długi czas jedynie się kolegowaliśmy, a później stał się moim chłopakiem. Doprawdy nie wiem co on wtedy we mnie widział, ale jestem mu bardzo wdzięczna, że pozwolił mi się czuć piękną i kochaną co pomogło mi w osiąganiu swoich osobistych sukcesów.
W czasie kiedy moje życie kwitło Jonathan powoli sięgał dna. Miał ledwie piętnaście lat kiedy wszedł w narkotykowe bagno. Jako szesnastolatek był już silnie uzależniony od kokainy i heroiny. Widziałam co się z nim dzieje, ale nie potrafiłam w żaden sposób pomóc.
Mimo swojego uzależnienia, które wyniszczyło jego organizm bardzo mocno nadal był nieziemsko przystojnym chłopcem. Miał na pęczki dziewczyn, które szybko lądowały w jego łóżku. Kiedy jedna z jego kochanek oświadczyła mu, że spodziewa się dziecka popadł także w alkoholizm. Po drodze, od jednej z dziewcząt zaraził się AIDS. W wieku dwudziestu jeden lat, kiedy ja kończyłam już studia medyczne ze specjalizacją: psychiatra i zabierałam się do pracy nad doktoratem mój brat zmarł. To wydarzenie potwornie mną wstrząsnęło, jednak jeszcze bardziej zmotywowało mnie do dalszej pracy. W niedługim czasie byłam już doktorem psychiatrą. W pewnym sensie swój sukces zawdzięczałam jego śmierci. Moim marzeniem było pomaganie takim ludziom jak on. Bo Jonathan nie był złym człowiekiem. On po prostu był zagubiony.
Przez wszystkie te lata mój związek z Mattem kwitł. Chłopak traktował mnie jak księżniczkę. Bardzo mnie kochał, a ja równie mocno kochałam jego. Wydawało mi się wtedy, że będziemy razem już zawsze. Byłam młoda i nie wiedziałam, że życie nie pisze pięknych scenariuszy. Któregoś dnia zdecydowałam, że chcę wyjechać na misję do jednego z tych wielu biednych krajów. Nic nie mówiąc Mattowi zabrałam się za załatwianie wszystkich potrzebnych formalności. Kiedy pewnego wieczoru oddałam mu się po raz pierwszy... było tak magicznie. Wierzyłam w to, że tak będzie już zawsze. Niecały miesiąc później powiedziałam mu o moich planach dotyczących wyjazdu. Zapytał jedynie czy już podjęłam ostateczną decyzję. Odpowiedziałam twierdząco. Myślałam, że zechce pojechać ze mną. Jako nauczyciel angielskiego byłby tam bardzo przydatny. Ale wtedy właśnie bajka się skończyła. Mimo wielu zapewnień o wielkiej miłości jaką do mnie żywi bez mrugnięcia okiem oznajmił, że to koniec naszego związku. Nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby zrezygnować dla niego ze swoich planów mimo, że pewnie właśnie tego oczekiwał. Przez wiele dni byłam mocno rozbita. Nawet wyjazd do Kenii czy wielogodzinna, ciężka praca nie pozwoliły mi zapomnieć o nieszczęściu jakie spotkało mnie w Anglii. Tęskniłam za domem, spracowaną matką, bratem który od lat już nie żył czy nawet za Mattem, który potraktował mnie bardzo podle. Nikomu o tym nie wspominałam, ale kiedy powiedziałam mu, że nie chcę go nigdy więcej widzieć wymierzył mi siarczysty policzek. To jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu słuszności swojego czynu.W czasie pobytu w Kenii codziennie wieczorem przyglądałam się sobie w lustrze. Z każdym dniem byłam coraz chudsza, ale moja twarz wydawała mi się o niebo ciekawsza. Zapadnięte oczy były jakby szczęśliwsze i nadzwyczaj tajemnicze. Cerę miałam idealną. Tylko te piegi nie dawały mi spokoju. Z czasem jednak i one zniknęły, a włosy spalone od Afrykańskiego słońca nabrały pięknego, miedzianego odcienia. Ponad rok spędziłam w Kenii. Na trzy miesiące przez wyjazdem zakochałam się w jednym z tamtejszych mężczyzn. On, jak później się okazało również zwrócił na mnie uwagę. Dlatego wróciłam do Anglii tylko by pozałatwiać wszelakie formalności i powróciłam do Kenii. Imienia mojego wybranka dzisiaj nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć. Byłam z nim ledwo kilka miesięcy i to wiele lat temu. Musicie mi wybaczyć te drobne nieścisłości. Pamiętam jednak doskonale jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu jakby to było dzisiaj. Dziewięć miesięcy i cztery dni po jednym z najbardziej erotycznych przeżyć w moim życiu na świat przyszła nasza córka. Była piękną dziewczynką nieziemsko podobną do ojca. Miała piękną, ciemną karnację i bujne, czarne loki. Wybraliśmy dla niej imię Diana, ponieważ nie chciałam nadawać dziecku imienia w języku suahili. Kilka miesięcy po jej narodzinach miał odbyć się nasz ślub. Jednak kilka dni przed ceremonią jedna z tamtejszych kobiet powiedziała mi "Aghato, przemyśl to co robisz nim zwiążesz się z tym mężczyzną na całe życie. Tu panują inne zasady, inny świat do którego Ty, kochanie nie pasujesz. Przypomnij sobie wszystkie sceny zazdrości, to że nie możesz być przy nim zawsze tylko dlatego, że tak mówi nasza tradycja. Bierz Dianę i wracaj do Anglii nim nie jest za późno".
Długo myślałam nad słowami, które usłyszałam. Kiedy nadszedł dzień ceremonii wbiłam się w białą i brzydką suknię by przysiąc mężczyźnie, co do którego swych uczuć nie byłam pewna, miłość i wierność do śmierci. Szłam jak na skazanie. Miałam na sercu niebywały ciężar. Kiedy już mieliśmy podpisać dokumenty czyniące nas małżeństwem ze łzami w oczach powiedziałam, że nie wyjdę za niego. Nie pamiętam już nawet czy w tamtej chwili tego żałowałam, ale dziś jestem pewna, że postąpiłam słusznie. Nie mając czasu na pakowanie się czy przebieranie złapałam tylko walizkę i wrzuciłam do niej kilka najpotrzebniejszych rzeczy, a potem wzięłam Dianę na ręce i udałam się na lotnisko. Droga była długa i męcząca, ale w końcu znalazłyśmy się na miejscu nie mając nawet biletów, które później kupiłam za bardzo dużą sumę pieniędzy. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło by sprawdzić nasze dokumenty. Nie miałam zgody mojego niedoszłego męża na pobyt Diany w Anglii, jednak nie przejmowałam się tym zupełnie. To były inne czasy a ojciec mojej córeczki nawet nie był człowiekiem cywilizowanym. Zostawiłam mu jedynie kartkę w języku suahili którego nauczyłam się podczas pobytu w Kenii, na której napisałam, że wracam do Anglii, zabieram dziecko ze sobą i żeby nas nie szukał, a zdjęcia córki będę mu regularnie przysyłać, ponieważ uważałam, że należy mu się jakakolwiek informacja o jego dziecku.
Po powrocie do Londynu dowiedziałam się o śmierci mojej matki co zniosłam wyjątkowo trudno. Miałam do siebie żal, że ostatnich miesięcy nie spędziłam z nią, a w jakiejś dziczy planując ślub z Afrykańczykiem. Najbardziej jednak żałowałam, że nie zdążyła poznać Diany. Na pewno uznała by ją za wspaniałe dziecko.
Stopniowo wracałam do siebie, nabierałam ciała i patrzyłam dumnie na rozwój mojej córki.
Kiedy nabrałam trochę kobiecych kształtów zaczęłam ubierać się nader elegancko. Nosiłam ogromne kapelusze i ołówkowe spódnice. Ten nawyk został mi już do dziś.
Pewnego dnia postanowiłam odnaleźć ojca. Zostawiłam dziecko u przyjaciół i pognałam do Paryża licząc na to, że może odnowię kontakty ze swoim staruszkiem, jednak od sąsiadów dowiedziałam się że i on już pożegnał się z życiem. Odszedł popełniając samobójstwo. Z jakiego powodu? Nie wiem. Nikt nie chciał udzielić mi odpowiedzi na to pytanie.
Nieco zawiedziona i z poczuciem samotności powróciłam do Londynu. Diana rozpromieniła się od razu kiedy mnie zobaczyła. Cieszyłam się, że ją mam. Moja Afrykańska przygoda była chyba jak dotąd moim największym sukcesem.
By zapewnić dziecku byt otworzyłam gabinet lekarski. Pomagałam nie tylko jako dyplomowany psychiatra, ale i psycholog. Zatrudniłam się w ośrodku mającym na celu pomoc młodym narkomanom. Oddałam się tym ludziom zupełnie trochę zapominając o sobie. W końcu nawiązałam krótkotrwały romans z moim dziewiętnastoletnim pacjentem. Brał z życia garściami, nie bał się niczego. Czego zresztą miał się bać, kiedy narkomańską drogę miał już za sobą? Chciał bym bawiła się życiem tak jak on, jednak ja już tak nie potrafiłam. Miałam na karku trzydzieści kilka lat, byłam kobietą poważną i szukałam kogoś z kim mogła bym spędzić resztę życia. Tak więc szybko rozstałam się z młodym i pełnym życia Patrickiem, a niedługo później związałam się z kolegą po fachu - lekarzem psychiatrą. Jednak i ten związek nie przetrwał długo. W ostateczności wyszłam za mąż za kolegę z podstawówki. Odnaleźliśmy się po latach i wybuchła między nami nie mała namiętność. Rok po naszym ślubie urodziłam bliźniaki - Robbiego i Petera. Byłam dumna z moich dzieci zawsze. Nawet kiedy Robbie wyznał mi, że jest gejem. Tak, to było dla mnie bardzo ciężkie ale cieszyłam się że miał tyle odwagi by mi to powiedzieć. Nie byłam na niego zła. Miał prawo być kim chciał i w pełni akceptowałam jego odmienność.
Diana wyrosła na piękną dziewczynę. Świetnie się ruszała i kochała taniec. Jej marzeniem było zostać tancerką. Świetnie się zapowiadała, więc zapisałam ją na lekcje tańca towarzyskiego. Była prze szczęśliwa więc i ja i Oscar cieszyliśmy się razem z nią. Pewnego dnia wyjechaliśmy z mężem na dwa dni do znajomych zostawiając dzieci same w domu. Od razu wiedziałam, że nie był to dobry pomysł, jednak za namową Oscara po prostu opuściłam dom. Kiedy wróciliśmy Robbiego i Petera nigdzie nie było. Na stole znaleźliśmy kartkę mówiącą że na czas naszej nieobecności będą u swojego kolegi. Ulżyło nam, jednak kiedy weszliśmy do pokoju Diany.... znaleźliśmy ją martwą.
Miała ledwie siedemnaście lat kiedy popełniła samobójstwo. Przedawkowała leki nasenne. Nie mam pojęcia nawet skąd je miała. Z listu pożegnalnego który zostawiła dowiedzieliśmy się, że musiała odebrać sobie życie ponieważ zaszła w ciążę ze swoim kolegą z klasy. Przez długi czas nie mogłam się pozbierać po jej śmierci. Nawet dziś jest mi z tym ciężko. Jako lekarz miałam możliwość towarzyszenia przy sekcji jej zwłok. Wtedy zobaczyliśmy naszego wnuka. Okazało się, że Diana była w szóstym miesiącu ciąży, jednak ze względu na jej drobną postawę i to, że nosiła wiecznie za duże ubrania nie dostrzegliśmy jej ciążowych kształtów i nie zdążyliśmy w porę pomóc. To była nie tylko moja osobista ale i zawodowa porażka. Kiedy patrzyłam w lustro widziałam pustkę. Wiedziałam już co czują rodzice dziecka, które popełniło samobójstwo. Bezsilność, rozżalenie i nienawiść do wszystkiego. Tak czułam się i ja. Nienawidziłam świata za to, że mi ją odebrał. Miałam tylko kilka zdjęć z jej dzieciństwa i jedno zrobione niedługo przed śmiercią. Wykonał je jej chłopak. Piękne, czarno-białe zdjęcie na którym moja córka w samej bieliźnie pali papierosa i ze łzami w oczach patrzy w obiektyw prawą dłonią dotykając swojego zaokrąglonego brzucha. Wiedziałam, że popełniła samobójstwo nie z powodu ciąży, ale dlatego że Adam zostawił ją kiedy dowiedział się, że dziecko nie jest jego, a jego przyjaciela.
Pytałam Boga dlaczego to na mnie spadł ten ciężar. Jednak to jeszcze nie był koniec. Niedługo później Oskar wniósł pozew o rozwód. Bez niczego po prostu się zgodziłam. Nie chciałam być z kimś, kto już nie chciał być ze mną. Kiedy miałam sześćdziesiąt trzy lata na świat przyszła moja wnuczka - Carolyn. Jest ona córką mojego syna Petera i jego żony - Laury.
To chyba jedyne co mi w życiu wyszło. Bo ze strony Robbiego na wnuki liczyć nie mogłam. Poza tym on i tak wyprowadził się ze swoim partnerem do Włoch, a ja... ja zostałam sama w ogromnym domu, z pełnym kontem bankowym i niczym więcej. Od czasu do czasu odwiedzała mnie urocza Carolyn, później przyprowadzała też swojego młodszego brata - Christiana. Dziś jest tak nadal. Doczekałam się nawet prawnuków - Simona i Toma. Urocze dzieciaki. Znowu czuję się potrzebna. Czasem wracam do moich wspomnień. Często płaczę po nocach. Życie odebrało mi wszystko co kochałam, ale jeszcze samo nie odeszło. Ciężko mi było nie raz ale nigdy nie chciałam się poddać. Nigdy nie marzyłam o wielkiej miłości i nie dosięgła mnie. Poświęciłam swoje życie innym ludziom i czuję się spełniona bo tylko życie poświęcone innym jest warte przeżycia.
Czasami przychodzą takie dni, że chciała bym cofnąć czas, jednak to co było już nigdy nie wróci.
Budzę się w nocy i patrzę na podświetlany zegarek. Sekundy upływają coraz szybciej informując mnie że z każdym posunięciem wskazówki jestem coraz bliżej śmierci.
Nazywam się Aghata Evans.
Patrzę w lustro i tęsknię za czasami kiedy uznawałam, że jestem brzydkim kaczątkiem. Dziś mam pomarszczoną twarz niczym wymięty materiał, jeszcze bardziej zapadnięte oczy, które jako jedyne wcale się nie zmieniły, a moje niegdyś rude włosy dziś są naturalnie białe.
Mam dziewięćdziesiąt trzy lata i życie pełne wzlotów i upadków za sobą. Teraz pozostaje mi tylko leżeć w ciepłym łóżeczku i czekać na wieczny sen. Wiele się w życiu nauczyłam i żałuję, że teraz... kiedy tyle wiem muszę odejść. Ale jak widać na tym ta gra polega. W każdym razie warto było w nią grać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz