Wakacje Jamie zaczęły się tragiczną wiadomością zmieniającą całe jej życie. Dokładnie w dniu zakończenia roku szkolnego odebrała wyniki badań przeprowadzanych niecałe dwa tygodnie wcześniej.
Do tej pory była pogodną osobą mającą mnóstwo wspaniałych znajomych. Zmieniło się to jednak dokładnie w chwili gdy przekroczyła próg gabinetu lekarskiego. Po zobaczeniu wyników jej badań lekarz uznał, że najpierw powinien porozmawiać z rodzicami dziewczyny, jednak ona upierała się, że chce wiedzieć pierwsza.
-Jamie...masz białaczkę... - w głosie mężczyzny dało się usłyszeć jak trudno jest mu wyznawać tę bolesną prawdę osobie dopiero wkraczającej w życie.
-Czy da się z tym coś zrobić?
-Przykro mi, ale jest już za późno. Każdy kolejny krok mógłby jednie pogorszyć tę sytuację.
Dziewczyna zbladła, a jej źrenice zamieniły się w gigantyczne spodki. Wstała i wyszła z gabinetu bez słowa. W głowie miała pustkę. Szła przed siebie - donikąd, czyli dokładnie w tym kierunku w którym zmierzało jej życie. Po długiej wędrówce okrężnymi drogami w końcu znalazła się w domu, gdzie czekali zmartwieni rodzice.
-Mam białaczkę - mruknęła i nagle jej własny głos wydał jej się zupełnie obcy.
Matka zaniosła się głośnym płaczem, a ojciec nie wiedział czy uspokajać szlochającą żonę czy chorą córkę.
-Ucisz ją. Ja chcę zadzwonić do Lewisa. -szepnęła dziewczyna wdrapując się na szczyt schodów prowadzących do jej pokoju.
Lewis był jej chłopakiem od trzech miesięcy. Wybrała numer do niego i przyłożyła słuchawkę do ucha. Po kilku sygnałach usłyszała jego jak zwykle radosny głos.
-Jak tam kochanie? -zamruczał
-Musimy się spotkać. Wpadniesz do mnie za pół godziny?
-Coś się stało?
-Po prostu przyjdź- warknęła odkładając słuchawkę.
Niedługo później rozległo się pukanie do drzwi. Pobiegła by otworzyć. W progu zobaczyła wysokiego bruneta w włosami zaczesanymi do góry - Lewisa. Wzięła go za rękę i wyciągnęła przed dom. Usiedli na trawie.
-Co jest Jamie? - zapytał wyraźnie zaniepokojony
-Mam mówić prosto z mostu?
W odpowiedzi skinął głową, a ona poczuła jak coś zawiązuje się na jej sercu.
-Mam białaczkę. Umrę.
Chłopak zbladł wydając z siebie cichy jęk rozżalenia.
-Powiedz, że żartujesz.
Spuściła wzrok. Pomyślała, że bardzo chciała by żartować. Chciała by uśmiechnąć się teraz i móc powiedzieć Lewisowi, że tak naprawdę chodziło o to, że nie może iść z nim na sobotnią imprezę bo zobowiązała się pilnować trzyletniego kuzyna. Ale nie mogła żadnej z tych rzeczy zrobić. Umierała i jej chłopak miał prawo o tym wiedzieć.
-Przykro mi - mruknął -Sorry, ale muszę spadać na obiad. Pogadamy o tym wieczorem na fejsie, ok?
Skinęła głową choć w rzeczywistości nie miała zamiaru z nim więcej o tym rozmawiać. A już na pewno nie przez internet.
Kiedy tylko chłopak zniknął jej z pola widzenia wybuchła płaczem i pobiegła przed siebie nie zwracając na nic uwagi.Znalazła się nad jeziorem. Usiadła na pomoście i zanurzyła stopy w chłodnej wodzie. Zaczął padać deszcz sprawiając, że krople wody spływały po ciele Jamie. Płakała jak dziecko chowając twarz w dłoniach.
- Co tu robisz w taką pogodę? Zmykaj do domu! - usłyszała męski głos.
Odwróciła się i ujrzała szatyna jej wzrostu bacznie wpatrującego się w nią swoimi zielonymi oczami.
Kiedy tylko zobaczył jej zapuchniętą od płaczu twarz natychmiast do niej podbiegł i zapytał czy może jakoś pomóc.
- Kim jesteś? - zapytała ocierając łzy
- Philip, przychodzę tu robić zdjęcia. - wskazał na swoją lustrzankę
Dziewczyna objęła nieznajomego chłopaka okazując tym swoją ufność i potrzebę kontaktu z ludźmi.
Po chwili milczenia opowiedziała mu o sytuacji w której się znalazła i o tym jak strasznie jej przykro, że jej chłopak potraktował ją tak w chwili kiedy wyznała mu, że przed nią jedynie kilka miesięcy życia.
Philip przytulił Jamie i siedzieli tak razem w milczeniu. Mimo że nie znali się tak naprawdę, to nie było niezręczne milczenie. Mieli wrażenie że spędzili razem całe lata.
-Kiedyś straciłem przyjaciółkę -powiedział przerywając ciszę.
-Opowiedz mi o niej - szepnęła Jamie siląc się na uśmiech.
-Znałem ją od zawsze. Mieszkała dwa domy dalej. Włosy zawsze ścinała tak jak chłopcy, nigdy nie nosiła sukienek. Była jedną z nas i to mi się w niej podobało. Wiesz o czym mówię, prawda? Po prostu pasowała. Uchodziła za twardą. Nie płakała kiedy się przewróciła. To jasne. Wychowywała się wśród chłopców, gdzie płacz był oznaką słabości, ale miała dobre serce. Wszystkie chore zwierzęta jakie znajdowała zanosiła do domu, a potem z tatą zawoziła do lecznicy dla zwierząt. Strasznie za nią tęsknię.
-Gdzie ona teraz jest? - zapytała Jamie choć wydawało jej się, że zna odpowiedź
Spojrzał na zachodzące słońce i mocniej zacisnął dłoń na ramieniu Jamie.
-Jest tam, gdzie Ty idziesz. Mam nadzieję, że się spotkacie. Mimo, że nie znam Cię, to wydajesz mi się być dobrą dziewczyną. Dobro po prostu bije od Ciebie.
W tej chwili dziewczyna przypomniała sobie wszystkie dobre rzeczy które w życiu robiła i zaczęła się zastanawiać czy zdąży zrobić kolejną taką rzecz.
-Obiecasz mi coś?
-Co takiego? -ogarnął dłonią jej mokre włosy z czoła
-Przyjdziesz na mój pogrzeb?
Oboje poczuli ogarniający ich smutek.
-Obiecuję, że przyjdę. Będę przychodził do Ciebie każdego dnia.
Uśmiechnęła się ponuro.
-Bardzo boję się śmierci - wyznała
-Wierzysz w Boga? - zapytał nagle Philip.
Dziewczyna skinęła głową.
-Napisz do niego list. Ja często to robię kiedy jest mi ciężko. Wtedy czuję naprawdę, że mam przyjaciela. Pytam o Etienne i proszę, by się nią opiekował. Wiem, że nie dostanę odpowiedzi, ale dzięki temu czuję się lepiej. Jestem w stanie lepiej poradzić sobie ze swoimi problemami.
-To dobry pomysł, dziękuję. Napiszę do niego jeszcze dziś wieczór. - na jej twarzy pojawił się pierwszy tego dnia szczery uśmiech, a niebo przeszył blask zachodzącego słońca.
***
Drogi Boże,
Mamy 25 października. Przepraszam, że dawno do Ciebie nie pisałem, jednak to w żadnym razie nie oznacza, że zapomniałem o Tobie.
Chciałbym Ci powiedzieć, że Jamie zmarła. Stało się to dziś wieczorem. Zabiła ją choroba. Spodziewałem się tego oczywiście, ale zabolało mnie to wyjątkowo bardzo.
Dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś mi się z nią zaprzyjaźnić. Spędziliśmy razem dokładnie cztery miesiące, jednak uważam, że to były najważniejsze miesiące w jej życiu ponieważ były tymi ostatnimi. Uczyłem ją żyć od nowa, tak jak małe dzieci uczy się chodzić. Pokazałem jej rzeczy dzięki którym znów z radością poznawała świat. Żałuję jedynie, że zabrałeś ją tak wcześnie. Jamie miała ledwie szesnaście lat i nigdy nie poszła do liceum o którym marzyła, ponieważ nie pozwoliła na to choroba. Ale myślę, że dobrze wypełniłem swoje zadanie, które mi powierzyłeś. Troszczyłem się o nią przez cały czas i nauczyłem ją pewnym krokiem iść w niepewną przyszłość. Moja rola już się zakończyła. Teraz jedynie mogę odwiedzać jej grób i przynosić jej każdego dnia świeże róże, które tak kochała kiedy była wśród nas.Opiekę nad nią powierzam Tobie. Proszę bądź dla niej łaskaw. To dobra dziewczyna. I powiedz jej proszę, aby cierpliwie czekała na mnie w niebie.
Czuję się jakby wszystkie gwiazdy zgasły. A co jeśli taki dzień kiedyś faktycznie nadejdzie?
Do zobaczenia.
Philip Clarkson
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz