Strony~

Statystyki~

sobota, 14 kwietnia 2012

Chłopiec z motylami.

Delikatny, miękki niczym kocie futerko sen. Kiedy tylko zamykam oczy wszystkie uczucia stają się o niebo silniejsze. Chłodny wiatr wpadający przez otwarte okno otula moje ciało, a gwiazdy wydają się świecić pod moimi powiekami. Czuję jak idę do nieba.
Widzę już nawet kręte schody w kolorze idealnie czystego śniegu. Trzymam się mocno złotej poręczy by nie spaść, przecież chcę być już na końcu tej drogi.
Kiedy przekraczam solidne, białe, zdobione pięknymi płaskorzeźbami drzwi jestem już w niebie. To co widzę rozczarowuje mnie.
Pusta polana przykryta śniegiem.
-Nie tak wyobrażałam sobie niebo - szepcę do siebie.
I wtedy pojawia się On. Cudowny mężczyzna ze szmaragdowymi oczami wpatrujący się bacznie w moje pomarszczone, nie oszczędzone przez czas ciało.
-To jeszcze nie jest niebo. - przemawia do mnie silnym, męskim głosem i łapie moją dłoń.
Dociera wtedy do mnie, że to najprawdziwszy anioł.
-Pomyśl o tym co najbardziej w życiu kochałaś - prosi, a ja przed oczami mam już obraz swojej młodości. Otwieram usta, by coś powiedzieć, a wtedy on kładzie na nich palec. Rozumiem, że teraz wszystkie słowa są zbędne.
Kiedy nadjeżdża biały pociąg wsiadam do niego i odjeżdżam nie oglądając się za siebie.
Kolejnym przystankiem jest moje niebo.
Chwila w której opuszczam pociąg jest najwspanialszą w moim życiu. Na nowo jestem młoda, wiatr delikatnie unosi moje naturalnie rude włosy i sprawia, że nie potrafię przestać się uśmiechać. Przestrzeń dookoła mnie jest wrzosowiskiem nad którym unoszą się kolorowe motyle, czyli tym co w życiu kochałam najbardziej. Pośród wrzosów dostrzegam młodego chłopaka, a kiedy go rozpoznaję zaczynam płakać. Biegnę do niego ile sił i modlę się byle tylko nie okazał się moim urojeniem.
Kiedy i on mnie poznaje - uśmiecha się i wyciąga ręce, a ja rzucam mu się na szyję przytulając tak mocno jak tylko potrafię.
Wygląda dokładnie tak jak w dniu w którym widziałam go po raz ostatni. Miałam wtedy piętnaście lat, on prawie szesnaście. Miał na sobie czarną koszulkę w której wyglądał wspaniale. Przeczesałam palcami jego loki nie mogąc uwierzyć, że to faktycznie on.
Chciałam coś powiedzieć, cokolwiek ale słowa grzęzły mi w gardle.
-Czekałem na Ciebie - powiedział zakładając mi włosy za ucho, a ja poczułam się jak przed laty, kiedy nogi miękły mi na dźwięk jego głosu.
-Ja także czekałam - mówię w końcu i zdaję sobie sprawę z tego jak mój głos bardzo drży.
Uśmiechnął się i objął mnie mocno kładąc głowę na moim ramieniu.
 Przez wszystkie swojego lata układałam setki pytań i historii które bym mu opowiedziała, gdybym tylko go spotkała, ale teraz kiedy już tkwiłam w jego ramionach za nic nie potrafiłam przypomnieć sobie żadnej z nich. Jakby żadna nie była warta by zajmować te wspólne chwile.
-Opowiedz mi jak wyglądało Twoje życie... beze mnie - poprosiłam patrząc w jego piękne, szare oczy.
Usiadł po turecku i przyciągnął mnie do siebie.
-Ożeniłem się i przez chwilę myślałem, że jestem szczęśliwy. Wiesz, każdego ranka budziłem się przy kimś kto mnie kochał i kogo myślałem że i ja kocham, miałem córkę a potem nawet wnuka. Ale nawet nie wiesz jaką ulgę poczułem kiedy skończył mi się czas na ziemi. Miałem nadzieję, że Cię tu spotkam, a jeśli nawet nie to wiedziałem że zaczekam i razem spędzimy już tę wieczność która nam została.
Starałam się nie rozpłakać, choć było to trudne.
-Ja miałam męża, ale dziecka nigdy nie miałam szczęścia wydać na świat. Nie chciałam urodzić kogoś, kto nie byłby Twoim potomkiem. Za to nieustannie tworzyłam. Jestem... to znaczy byłam pisarką....
-Świat będzie za Tobą tęsknił - dodał smutno
-A kogo to obchodzi? Ja nie będę tęsknić za światem w którym nie było Ciebie.
Usiadłam mu na kolanach i ponownie się do niego przytuliłam. Czułam jego wspaniały zapach, wypełniłam nim całe swoje płuca.
-Pamiętasz jak kiedyś razem skakaliśmy przez kałuże? - zapytał w chwili gdy zaczął padać deszcz
Skinęłam głową, a on łapiąc mnie za rękę pobiegł przed siebie.
Skakaliśmy przez wrzosy i zagłębienia w ziemi w których zatrzymywała się woda.
Kładł swoje gorące dłonie na moich biodrach, obejmował, co jakiś czas przesuwał językiem po moich mokrych ustach.
-Tak bardzo Cię kocham - wyszeptał mi do ucha pozostawiając na moim karku swój gorący oddech.
-Ja Ciebie też - odpowiedziałam całując go. Wplatał mi co chwila palce w moje mokre włosy, a ja trzymałam go mocno oby tylko nie uleciał niczym mgła.
Pomógł mi przeskoczyć przez jeszcze jedną kałużę, a kiedy odwróciłam się by znów go pocałować jego już nie było.
Upadłam na ziemię płacząc, przeklinając i błagając Boga, by oddał mi to, co bezapelacyjnie należy do mnie.
Wtedy kolejne delikatne dźwięki zaczęły mnie wybudzać. Tak skończył się ten sen.
Spojrzałam na zegarek. Ósma rano, więc czas powrócić do życia.
Podeszłam do lustra w którym wciąż byłam tą starą kobietą która każdego wieczoru ukradkiem, by mąż nie widział całuje zdjęcie swojej pierwszej miłości i błaga już o śmierć, by być przy nim.
Zaparzyłam kawy i opierając się o próg pokoju spojrzałam na jeszcze śpiącego mężczyznę będącego moim mężem od przeszło sześćdziesięciu lat.
Patrzyłam na niego i wiedziałam na pewno, że go kocham, ale to nie on powinien zajmować to miejsce, które zajmuje.
Przypominając sobie swoją młodość z chłopcem śniącym mi się każdej nocy strasznie cierpię i czuję wtedy jak bardzo byłam samotna przez całe życie nawet otaczając się ludźmi.
Niektóre odcienie cierpienia przerażają mnie. Są jak wstęp do najciemniejszych odcieni samotności. Gdzie nie żyją już żadne motyle.
Mój mąż budzi się i uśmiecha na mój widok. Ja także się uśmiecham, bo wiem, że dzisiaj obudziłam się po raz ostatni. Przed moim oknem widzę stado motyli, a tuż za nim podąża chłopak za którym tęskniłam przez całe życie. Chcę już iść za nim, jednak wiem, że muszę dopełnić formalności.
Częstuję męża kawą i mówię że jeszcze na chwilę chcę się położyć. Wtedy moja dusza już ostatecznie opuszcza ciało i wędruje przez wrzosowiska w towarzystwie motyli i chłopca na którego czekała przeszło siedemdziesiąt lat.

1 komentarz: