Navy wylądowała w świecie pełnym dziwnych istot nie będących ludźmi. Mijając ich na ulicy dokładnie widziała ich niedoskonałe ciała zaczynając od ostrych szponów, poprzez zniekształcone kończyny, kończąc na smoczych łbach zamiast głów i ślinie skapującej z głośnym pluskiem na chodniki. Część tych potworów majaczących w oddali miała także skrzydła, jednak żaden z nich nie był aniołem.
Dziewczyna przechodziła tuż obok nich nie kryjąc zniesmaczenia wzbudzanego ich odrażającym wyglądem i ciągnącego się za nim zapachem zgniłego mięsa.
Pewnego zimowego wieczoru, kiedy Navy siedziała w barze "Eden" i sączyła przez słomkę piwo z sokiem żurawinowym przysiadła się do niej jedna ze szkarad imieniem Louis.
Dziewczyna łypała na niego pogardliwie, jednak on zdawał się tego nie zauważać. Z niemałą ekscytacją opowiadał jej o swoich dalekich podróżach raz po raz obryzgując ją śliną.
-Wybacz Louis, ale nie chcę z Tobą rozmawiać. -powiedziała przepraszającym tonem podnosząc się z krzesła.
Mężczyzna o smoczym łbie przez chwilę przypatrywał się jej z uwagą. W jego oczach dostrzec można było coś na kształt wściekłości, smutku i cienia zrozumienia za razem.
-Ponieważ jestem potworem, prawda? - zapytał przeszywając ją zimnym wzrokiem na wskroś.
Delikatnie pokiwała głową.
Wtedy poczuła gadzią łapę na swojej ręce, która uparcie ciągnęła ją z powrotem ku krzesłu z którego przed chwilą się podniosła. Dziewczyna przysiadła jeszcze na chwilę wpatrując się w smutne smocze oczy.
-Widzisz Navy...wszyscy ludzie są potworami. Tylko w lustrze widzą kogoś pięknego, ale to złudzenie.
-Nie! Gdzieś tam - machnęła ręką nakreślając w powietrzu krąg - musi być ktoś piękny dla mnie!
Louis pokiwał głową w geście zrozumienia.
-Masz rację. Jednak dopóki nie odkryjesz piękna tego kogoś on na zawsze będzie dla Ciebie szkaradą.
Te słowa wprawiły Navy w zadumę. Teraz siedząc w towarzystwie Louisa zupełnie nie miała ochoty odejść od niego byle dalej.Oparła głowę na dłoniach i przez chwilę przyglądała się swojemu towarzyszowi. Jego oczy wydawały się jej teraz bardziej błękitne i głębokie i poprzednio, a część ciemnej, smoczej skóry delikatnie pobladła. Tak zaczęła się ich znajomość.
Widywali się coraz częściej, aż w końcu Louis zupełnie przestał przypominać potwora którym był ledwo przed miesiącem.
Po pół roku nieustających spotkań stali się przyjaciółmi, a niedługo później to uczucie przerodziło się w płomienną miłość.
Chłopak miał teraz oczy koloru oceanu i kasztanowe włosy sięgające mu do szyi.
-Cieszę się, że pokazałeś mi, że aby odkryć piękno człowieka należy go poznać. -mówiła mu zawsze nim zasnęła, a on w odpowiedzi jedynie się uśmiechał i przytulał ją mocniej do siebie.
Jednak pewnego dnia stało się coś, czego Navy nigdy się nie spodziewała.
Louis odszedł, jak każdy kto choć przez chwilę zajmował miejsce w jej życiu.
Odszedł z inną kobietą, mimo, że zastrzegał, że nigdy nie pokocha nikogo poza Navy.
Wtedy właśnie dziewczyna zrozumiała, że ludzie są potworami. Szkaradami o żelaznym sercu i tak już zawsze ich postrzegała.
A w długie, zimowe wieczory tęskniąc z Louisem spryskiwała jego perfumami swoje łóżko i wspominała chwile, kiedy obiecywał jej wieczność.