Strony~

Statystyki~

poniedziałek, 16 lipca 2012

I have no feelings...

-Jesteś pieprzonym chujem! Z niczym nie radzisz sobie jak trzeba! Nawet głupiego "kocham" nie mówiłeś mi od miesięcy! - krzyczałam do niego przez łzy.
-A Ty?! Ty jesteś zimną suką. No powiedz sama. Jesteś ze mną tylko żeby nie być sama, bo nie umiesz kochać!
-Nienawidz...-nie pozwolił mi dokończyć zamykając moje usta pocałunkiem.
Po raz pierwszy w życiu w moim sercu coś drgnęło.
Odsunęłam się od niego ostrożnie, potem jeszcze dalej. Po policzkach spływały mi strumienie łez.
-Nienawidzę Cię tak bardzo - szepnęłam i wyszłam z domu mocno trzaskając drzwiami.
Cały mój świat wirował. Otuliłam się własnymi ramionami, noc była zimna i ciemna. Sama nie wiem czy dygotałam bardziej z zimna czy strachu. Jednak najradośniejszą wtedy myślą było to, że mieszkam nad samym oceanem. Kilometr spacerkiem i znajdę się nad wielką wodą. Wyciągnęłam z kieszeni jeansów lekko pomiętą paczkę papierosów. Przeklęłam się w myślach, ponieważ oficjalnie rzucałam palenie.
-Jebać to - szepnęłam do siebie wsuwając tytoniowy rulonik w usta, a następnie go podpalając.
Pierwszy buch wzięłam bardzo duży i lekko zakasłałam. Widać moje płuca już odzwyczaiły się od tytoniowego dymu. Zdążyłam jeszcze kilka razy się porządnie zaciągnąć i dostrzegłam całodobowy sklep monopolowy. Siedział pod nim starszy mężczyzna, z daleka widać było, że jest pijany.
-Daj panienko dolara. Chociaż tyle no. Pić mi się chce.
-Masz i pieprz się stary pijaku - rzuciłam w jego stronę jednodolarowy banknot i weszłam do sklepu.
Półki aż uginały się pod ciężarem różnych alkoholi. Po chwili z zaplecza wyłoniła się młoda kobieta.
-W czym mogę pomóc? - zapytała uprzejmie.
-Daj mi coś mocnego. - mruknęłam rzucając dwadzieścia dolarów na ladę.
Chwilę to trwało jednak wyszukała jakąś dobrą wódkę. Wyszłam z budynku nawet nie oczekując na resztę, chciałam jak najszybciej zapomnieć. Zapomnieć o tym kim jestem i co czuję. A właściwie czego nie czuję, ponieważ nie miałam uczuć.
Droga nad ocean upłynęła mi szybciej kiedy miałam butelkę w jednej ręce i zapalonego papierosa w drugiej. Kiedy znalazłam się już na plaży byłam lekko wcięta. Usiadłam na wystającym z ziemi konarze, na którym zawsze siadałam z Alanem. Zaniosłam się głośnym szlochem. Księżyc w pełni zdawał się mi współczuć, rozumieć co czuję.
-Moje życie jest takie puste. - szepnęłam do siebie. -Alan ma zupełną rację, że nie mam uczuć. To naprawdę moja wina, że nikt nigdy nie nauczył mnie kochać? Dla mnie naprawdę jest już za późno?
-Nigdy nie jest za późno, młoda damo. - usłyszałam gruby, męski głos.
Odwróciłam się i moim oczom ukazał się starszy pan opierający się o swoją laskę. Jego siwe włosy lśniły w blasku księżyca. Przysiadł obok mnie i popatrzył głęboko w moje oczy jakby chciał odczytać z nich duszę.
-Opowiedz mi o tym, skarbie. - poprosił.
Wzięłam większego łyka wódki i wyciągnęłam butelkę w jego stronę. Starszy pan okazał się być abstynentem.
-Nie ma o czym opowiadać. Widzi pan, bo ja nie mam uczuć. To takie okropne, bo ja je kiedyś miałam. Oh, miałam jakieś piętnaście lat, nie więcej i kochałam pewnego chłopca. Wie pan, nie byłam w nim zakochana, tylko go kochałam i tego jestem pewna, bo jeszcze nic w moim życiu nie było takie prawdziwe. Ale on odszedł. I nigdy więcej go już nie zobaczyłam. Wtedy zrozumiałam, że nie ma sensu kochać. I nigdy więcej już nie kochałam, chociaż jestem w związku. Wie pan, on to czuje. On wie, że ja dzielę z nim łóżko, ale moje serce nie bije szybciej kiedy go widzę. Że ono nie bije dla niego.
-Czy nie sądzisz, że powinnaś odnaleźć chłopca którego kochałaś będąc młodą dziewczynką? Podobno najprawdziwsza jest ta pierwsza miłość.
-To by było dobre dla mnie. Bardzo dobre, bo być może znów bym zobaczyła ten czarujący uśmiech, poczuła jego oddech na sobie, ale widzi pan...nie pójdę do niego, nie zapukam w jego drzwi i nie spieprzę mu tym życia. Jestem egoistką ale nie do tego stopnia, żeby zniszczyć wszystko co kocha.
-To piękne co mówisz i w żadnym razie nie świadczy o Twoim egoizmie. Świadczy jedynie o tym jak bardzo go kochasz. Ale co w tej sytuacji zrobisz?
Butelka była prawie pusta, a mnie język się wyraźnie plątał.
-Nie mam pojęcia co zrobię, psze pana.
-Mów mi "dziadku". Nigdy nie miałem wnuczki choć tak bardzo pragnąłem.
Przytuliłam się do mojego dziadka i cicho załkałam, a on pogładził mnie po głowie czego nikt inny nigdy nie zrobił.
-Wiesz czemu tu przychodzę? W tym miejscu utopiła się moja żona czterdzieści lat temu. Bardzo się kochaliśmy, ale któregoś dnia ona po prostu odeszła. I nigdy nie wróciła. Zostawiła mi po sobie córkę. Teraz Elizabeth jest już dorosła, jest kardiochirurgiem. Ale jest też człowiekiem i niestety nie może mi podarować wnuczka z pewnych względów.
-Jakich? - zapytałam ocierając łzy wierzchem dłoni.
-Jej dziewczyna ma na imię Naomi i jest naprawdę piękna.
Głęboko westchnęłam.
-Wiesz dziadziu, ja już zdecydowałam co zrobię.
-Co takiego?
-Chcę stąd odejść. Nawet tego nie poczuję. Tylko proszę, nie broń mi. Ja tam będę szczęśliwa.
Liczyłam na protesty, zakazy, jednak usłyszałam tylko:
-Dobrze, jeśli da Ci to szczęście to iść w ten świat. - w oczach błyszczały mu łzy.
Ucałowałam go w policzek i przytuliłam ostatni raz.
-Zrobisz dla mnie coś jeszcze? -zapytałam cicho łkając
-Tak?
-Znajdź Michaela i powiedz mu  proszę... powiedz mu, że niejaka Emily McClaire go kochała, a teraz czeka na niego w niebie. Powiedz mu to proszę. A jeśli poznasz kiedyś mojego Alana powiedz mu, że chciałam go kochać.
Wyciągnął ku mnie swój telefon.
-Sama powiedz Alanowi, to co chcesz powiedzieć. Michaelem się zajmę, bez obaw.
Wzięłam komórkę i wystukałam na niej dobrze znany mi numer.
Odebrał po pierwszym sygnale.
-Próbowałam Cię kochać, dobrze o tym wiesz. Po prostu nie umiałam, mam zbyt zimne serce. A teraz już odchodzę.
-Co Ty mówisz?! Gdzie jesteś?
-Na plaży. Mój dziadek właśnie prowadzi mnie do ołtarza.
-Nic nie rób! Zaczekaj tam! I nie rozłączaj się! -krzyknął spanikowany jednak ja już przyciskałam czerwony przycisk.
-Dziękuję dziadziu - szepnęłam oddając mu telefon i skierowałam się w stronę oceanu.
Ostrożnie stawiałam każdy krok, bo każdy z nich był ostatni. Woda okazała się lodowata, jednak to mi nie przeszkadzało. Strach oplótł mi ręce wokół szyi, a kiedy usłyszałam z daleka głos Alana zacisnął je na dobre.
-Wyjdź stamtąd kochanie! Błagam Cię, wyjdź!
Zatęskniłam za nim, jednak woda wołała do mnie głosem Michaela. Zawróciłam i biegiem rzuciłam się ku chłopakowi. Padłam w jego ramiona i długo całowałam dygocząc z zimna.
-Tak bardzo Cię kocham - wypowiedziałam te słowa po raz pierwszy w życiu. I były one zupełnie szczere.
Dopiero kiedy w lodowatej wodzie czekałam na śmierć moje serce zapłonęło żywym ogniem. A dziadek chyba widział, że tak to się skończy. W każdym razie kiedy ponownie spojrzałam na konar wystający z ziemi jego już tam nie było. W oddali majaczyła ciemna postać przysadzistego mężczyzny. Widziałam na pewno, że odwrócił się na chwilę i mi pomachał. Odmachałam mu. Wtedy Alan popatrzył na mnie z troską.
-Co robisz? - spytał.
-Dziadzio - szepnęłam i uśmiechnęłam się promiennie, jednak kiedy ponownie spojrzałam w tamto miejsce po człowieku nie było już nawet najmniejszego śladu. Jedynie cichy wiatr jeszcze pachniał jego perfumami i miłością.
-Noc jest jeszcze młoda, a życie dopiero się zaczyna - szepnęłam Alanowi do ucha i delikatnie musnęłam jego wargi.
Wróciliśmy do domu trzymając się za ręce, jak jeszcze nigdy dotąd.

1 komentarz: