Przez wiele lat moje życie pozbawione było ludzi, uczuć i wszystkiego co się z tym wiąże. Dzisiaj jednak jest inaczej. A wszystko zaczęło się pewnego październikowego wieczoru, kiedy to sączyłem piwo w barze. Usiadła wtedy przy mnie piękna dziewczyna, której nigdy nie zapomnę. Miała na imię Allie i kiedy ją tylko ujrzałem wiedziałem, że jest kobietą na którą czekałem. Nie, nie chodzi mi tu o jakąś piękną miłość, czy inną historię która skończy się happy endem. Pamiętam, że zaproponowałem jej spacer, a ona - młoda, piękna i naiwna szybko się zgodziła. Tak więc spacerowaliśmy sennymi uliczkami Londynu w strugach deszczu. Przystanąłem na chwilę wpatrując się w nią jak to robią zakochani chłopcy.
-Mogę zrobić Ci zdjęcie? - zapytałem siląc się na najbardziej czarujący uśmiech jaki mogłem z siebie wykrzesać.
Zgodziła się skinięciem głowy, więc uwieczniłem ją na swoim telefonie.
-Wiesz, zawsze marzyłam o pocałunku w deszczu. - szepnęła nieśmiało chowając dłonie w kieszeniach jeansów.
-Jak każda dziewczyna. - zaśmiałem się cicho, jednak pocałowałem ją.
To był piękny, długi i namiętny pocałunek. Jej język błądził po moim podniebieniu, delikatnie muskał moje zęby. To było wspaniałe do tego stopnia, że aż przeszły mnie zimne dreszcze. Wyciągnąłem papierosa - moje ulubione black devile.
-Chcesz? -zapytałem kierując ku niej paczkę.
Wzięła go ode mnie, jednak na tyle niezgrabnie bym wiedział, że robi to po raz pierwszy w życiu. Chwilę później nauczyłem ją jak się zaciągać, a potem jeszcze długo się całowaliśmy. Jej dłonie raz po raz wsuwały się pod moją koszulkę lub za pasek spodni, co bardzo mi się podobało. Przez chwilę nawet myślałem, żeby odejść od swoich zamiarów, jednak ta namiętność która żyła we mnie była zbyt silna. Przed oczami miałem obraz dzieciństwa, kiedy znęcałem się nad owadami odrywając im nóżki i skrzydełka, a potem patrzyłem na ich agonię w cierpieniu. Kiedy miałem dziesięć lat zabiłem pierwszego szczura. Zrobiłem mu sekcję zwłok, mimo, że jeszcze się ruszał. Tak jakby rozkroiłem go żywcem i cieszyłem się widokiem wypływającej z jego wnętrzności ciepłej krwi. Kiedy sąsiadom zaczęły znikać domowe zwierzątka podejrzenia padły na mnie, więc i ja zniknąłem. Wtedy jednak nie liczyło się nic poza kobietą którą trzymałem w objęciach. Właściwie, nie wiem czy zasłużyła nawet na miano kobiety, miała co najwyżej jakieś siedemnaście lat i dlatego jej krew dała mi najwięcej życia.
-Słuchaj... Ty spełniłaś swoje marzenie o pocałunku w deszczu więc i ja chciałbym spełnić swoje... chciałbym coś z Tobą zrobić.. - szepnąłem jej do ucha.
Uśmiechnęła się ukazując swoje idealnie białe zęby.
-Rób co zechcesz - zamruczała jak rasowy kot przesuwając językiem po swoich pełnych ustach.
-Chciałbym Cię zabić -złapałem ją mocno za ramię i na mojej twarzy zagościł najprawdziwszy uśmiech w moim życiu.
-Więc lubisz na ostro? - zaśmiała się, a ja odgasiłem jej papierosa na otwartej dłoni.
-Chcę Cię zabić - powtórzyłem z naciskiem.
Zapadła martwa cisza w której nie słyszałem nic poza biciem naszych serc. Jakby biły dla siebie i z pewnością tak było. Wyciągnąłem z kieszeni mój ulubiony składany nóż i ostrożnie obróciłem go w palcach patrząc na przerażenie w jej oczach.
-Nie zrobisz tego... - wydała z siebie zduszony jęk, a na moich rękach pojawiła się jej ciepła krew.
-Czyżby? - zaśmiałem się oblizując swoje zakrwawione palce.
Blask w jej oczach gasł bardzo powoli, nawet zdążyła cicho zapłakać. Z każdą sekundą jej dusza odchodziła coraz dalej i w pewnym sensie trafiała do mnie. Wtedy po raz pierwszy poczułem, że nie jestem tak bezduszny jak myślałem. Usiadłem przy niej i przez chwilę głaskałem ją po kasztanowych włosach.
-Widzisz, ja żywię się duszami różnych istot. To naprawdę nie Twoja wina, że Twoja krew pachniała tak pięknie. Ale mogę oddać Ci przysługę - mówiłem do umierającej Allie - powiedz że mnie kochasz, nikt nie powinien umierać nie kochając i nie będąc kochanym.
-Kocham Cię - szepnęła z wysiłkiem, a ja odpowiedziałem jej tym samym.
To były jej ostatnie słowa, po których jej dusza w całości wypełniła moje puste dotychczas serce. Zajęła w nim wyjątkowe miejsce - w końcu była tą pierwszą.
Zostawiłem jej nawet na pamiątkę mój ulubiony nóż wbity w jej brzuch. Ułożyłem ciało tak, by to wyglądało na samobójstwo i odszedłem zostawiając ją martwą na deszczu, nie oglądając się za siebie ani razu.
Kilka dni później wydrukowali artykuł o samobójstwie siedemnastolatki pod którym dali jej zdjęcie. Wyciąłem je starannie i powiesiłem na tablicy korkowej nad łóżkiem. Popełniłem w życiu wiele morderstw. Tak wiele, że nawet sam pomyliłem się w rachubie, nie wszystkich imion nawet znałem, ale Allie szczególnie zapadła mi w pamięć. Za każdym razem przed snem mam jej obraz przed oczami, czuję jej ciepły oddech na sobie, a na wargach ciągle mam smak czekolady. Zabijanie stało się dla mnie monotonią, więc każde zabójstwo było coraz bardziej okrutne. Potrzebowałem krwi, potrzebowałem nowych dusz, ponieważ byłem zbyt samotny. Dziś dusza każdej z nich znajduje się w moim sercu, czuję ją każdą z osobna, pamiętam gasnący blask w oczach każdej z nich. Jestem szczęśliwy, że to robię. Zabijanie daje mi życie. Jestem z tego cholernie dumny, bo wiem, że ktoś czeka na mnie w niebie, o ile ono istnieje. W każdym razie one wszystkie tam są, dla nich wszystkim jestem Bogiem. Bo kim mógłbym być dla osób którym dałem to co najpiękniejsze-śmierć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz