Płatki śniegu radośnie wirowały targane podmuchami zimowego wiatru. Angela stała przy oknie obserwując je ze smutkiem, po jej bladych policzkach spływały łzy niemal tak zimne jak jej serce. Poza bezkresną bielą i majaczącym w oddali zarysem lasu widok z okna nie ukazywał niczego innego, żadnego uroczego domku na wzgórzu, ani jakiegokolwiek innego śladu życia. Ogień w kominku skwierczał pochłaniając kolejne kawałki drewna, jednak nie dawał on niemal żadnego ciepła. Tylko miłość potrafi je dać. Niestety jednak Angela w te wyjątkowe święta Bożego Narodzenia była najbardziej samotnym człowiekiem na Ziemi. Kiedy na niebie zaświtała pierwsza gwiazdka kobieta zasiadła do wieczerzy wigilijnej samotnie. U jej stóp nie plątało się żadne zwierzę, nic nie zakłócało idealnej i wręcz nieznośnej ciszy. Jedzenie nie smakowało tak jak powinno, gdy Angela myślami błądziła po zupełnie innym krańcu świata. Świadomość, że teraz nikt nie jest tak samotny jak ona przerażała ją, miała przed oczami obraz szczęśliwych rodzin, dzieci rozpakowujących prezenty z wspaniałymi uśmiechami przyklejonymi do twarzyczek i jej rodzinnego domu, który opuściła przed laty. Pewnego Bożego Narodzenia wyszła z mieszkania nie mówiąc nikomu dokąd się udaje. Rodzice spali nie podejrzewając niczego, zapamiętała ich błogi wyraz twarzy, kiedy tkwili w czułych objęciach. Spali - ona z głową na jego miarowo unoszącej się klatce piersiowej, on oplatając jej drobne ciało silnym ramieniem. Zapamiętała także to, że uznała, by zasypiać w czyichś ramionach trzeba mu niebywale ufać, powierzyć mu swój sen, spokój, swoje ciało. Kochała rodziców, grzechem byłoby nie kochać ludzi, którzy poświęcili jej całe swoje dotychczasowe życie i nie chciała nawet wyobrażać sobie tego, co czuli, gdy odkryli jej zniknięcie. Zostawiła na swoim łóżku jedynie kartkę głoszącą "odeszłam, nie szukajcie mnie", jednak wiedziała, że zapłacą każdą cenę, by ją odnaleźć. Czy powrót oznaczałby poddanie się? Skruchę? Jednakże kiedy zapragnęła ponownie wejść do ich życia, jako, być może, obca już osoba dowiedziała się, że oboje umarli niedługo po jej odejściu. Teraz nie miała ani dokąd, ani do kogo wracać. Bawiła się widelcem wpatrując w płomień świecy. Kiedyś jej ukochany dziadek zwykł mówić, że to co człowiek potrafi dostrzec w językach ognia, jest odzwierciedleniem jego duszy. Tęskniła za starszym panem, który zawsze witał ją z otwartymi ramionami krzycząc "Oh, moja ukochana wnusia!", mimo, że tak naprawdę mieszkali blisko siebie i nie miał okazji stęsknić się za dziewczynką. Teraz usilnie próbowała dostrzec choćby najmniejszy kształt w płomieniu, jednak nie było w nim nic poza przerażającą pustką. Łzy nie przestawały spływać po jej delikatnej buzi spadając na talerz. Nagle w pomieszczeniu zawył wiatr, a ogień w kominku zgasł, a na jego miejsce pojawił się starszy mężczyzna z długą siwą brodą ubrany w komiczny czerwony kostium rodem ze świątecznych reklam coca-coli. Popatrzył on ze smutkiem na Angelę i zajął puste miejsce przy stole przeznaczone dla nieznanego wędrowca.
-Kim Ty jesteś? - dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem na mężczyznę w zabawnym stroju.
-Jestem najprawdziwszym Świętym Mikołajem i co roku przybywam osobiście do najsamotniejszej osoby na świecie. Niestety dzisiaj to Ty padłaś ofiarą samotności.
Wyciągnął ku niej różową kopertę przyozdobioną miniaturową choinką pachnącą lasem. Kobieta otworzyła ją i wyciągnęła z niej czystą kartkę.
-To jakiś żart, tak? - prychnęła
-Nie,skądże. Napisz na niej co byś chciała dostać na tegoroczne święta i spal ją nad płomieniem świecy. Wszystko jest dozwolone. Wszystko. - puścił jej oczko sponad okularów.
Uznając, że nie ma nic do stracenia postąpiła zgodnie ze wskazówkami Świętego. Ku jej zdziwieniu po chwili mieszkanie, w którym się znajdowała zamieniło się w jej rodzinny dom, jej rodzice i dziadek siedzieli przy stole, ona sama była teraz w swoim dziecięcym ciele, a Mikołaj rozpłynął się. Na widok uśmiechniętej mamy tulącej się do taty i radosnego dziadka robiącego im zdjęcie pognała ku nim. Wgramoliła się na kolana rodziców i mocno ścisnęła ich oboje wybuchając płaczem. Tak też zostali uchwyceni na fotografii.
-Mamusiu, tatusiu, obiecajcie, że nigdy nie odejdziecie! - zawyła rozpaczliwie jeszcze mocniej przyciskając twarzyczkę do pachnącego miłością swetra mamy.
Kobieta pogłaskała córeczkę po blond włoskach i zaśmiała się serdecznie zerkając na swojego męża.
-Obiecujemy. - szepnęła dziecku do ucha.
Wtedy mała Angela odwróciła główkę dostrzegając zauroczonego tą sytuacją dziadka. Sprawnym ruchem ześlizgnęła się z kolan mamy i popędziła ku dziadziusiowi, a ten otworzył szeroko ramiona łapiąc skaczącą ku niemu dziewczynkę i unosząc wysoko w powietrze.
-Moja ukochana wnusia! - zawołał radośnie, przytulając główkę dziecka do serca. Słyszała jak głośno bije.
Zjedli wspólnie kolację i cieszyli się chwilą. Wraz z wybiciem północy czar prysł. Przeszłość ponownie odeszła pozostawiając za sobą ciepłe wspomnienia. Angela ponownie znajdowała się w swoim pustym mieszkaniu i dostrzegła stojącą na komodzie fotografię zrobioną tamtego wieczoru. Mała, rozżalona dziewczynka tuląca się do rodziców. Łzy wzruszenia ponownie pociekły po jej policzkach, a kiedy spojrzała w okno zauważyła przechadzającego się nieopodal mężczyznę. Mieszała w tym miejscu od lat, jednak nigdy wcześniej go tu nie widziała. Zatrzymał się i najwyraźniej dostrzegł zarys jej sylwetki. Pomachał przyjaźnie i odszedł. Mimo dzielącej ich odległości rozpoznała w nim zmarłego przed laty dziadziusia. Kiedy ponownie wyjrzała za okno poszukując go wzrokiem, ujrzała jedynie raniącą, bezkresną biel.
Jejciu,śliczne i smutne...Ale trochę pocieszające,jeśli ktoś uważa,że jego święta są beznadziejne c:
OdpowiedzUsuńSzkoda, że czar prysł o północy (jak w Kopciuszku!). Smutne, ale ciekawe
OdpowiedzUsuńBardzo dobre :-)
OdpowiedzUsuńProsperiusz/yarhea
DOOOOOBRE!
OdpowiedzUsuńjej *-*
OdpowiedzUsuńteż mam creepersy, tyle, ze leżą w szafie rozwalone :'c