niedziela, 23 września 2012
I że Cię nie opuszczę, aż do śmierci.
Byłam piękna, młoda. Kochałam imprezować, pić, palić. Kochałam ludzi i życie. Dla mnie nie było ograniczeń, za każdym razem robiłam to, co chciałam. Nie potrafiłam się bać i to chyba właśnie sprowadziło mnie na złą drogę. Ludzie najpierw patrzyli na mnie z pożądaniem, później - ze smutkiem. Lata mojej młodości były najwspanialsze i to one zadecydowały o tym kim jestem teraz. Gardziłam cichymi dziewczynkami z mojej klasy, zadawałam się tylko z tymi, którzy byli "fajni". Któregoś dnia wpadłam na ulicy na śliczną blondynkę. Patrząc na nią wiedziałam, że pchnęło nas ku sobie przeznaczenie, więc nie opierając się mu zaprzyjaźniłam się z Naomi. Niedługo od dnia naszego pierwszego spotkania byłyśmy już nierozłączne. Razem imprezowałyśmy, spędzałyśmy każdą wolną chwilę, a nawet założyłyśmy zespół rockowy. Pewnego dnia na próbę Naomi przyniosła ze sobą mały plastikowy woreczek, a w nim jakąś suszoną roślinę. Twierdziła, że to marihuana, że pomoże nam tworzyć dzięki czemu zespół się wybije. "Dla dobra zespołu wszystko" powiedziałam i wzięłam kilka głębokich machów. Naomi nie kłamała. Pomysły na nowe piosenki same wpadały do głowy, a nuty sprawnie układały się w piękną melodię. Po ziole świat był wiele piękniejszym miejscem, był pełen dobra i dobrych rzeczy. Nawet muzyka, brzmiała o niebo piękniej. Kiedy działanie narkotyku słabło czułam narastający ból głowy. Tak bardzo chciałam znowu zapalić, nie mogłam doczekać się następnej próby, ponieważ miałam nadzieję, że Naomi znów przyniesie zioło. Tak też się stało. Marihuana złączyła nas ze sobą jeszcze bardziej, związała nas niewidzialną nicią i popchnęła w przerażającą przyszłość. Przyszłość w której już żadna z nas nie znała słowa "nie". Byłyśmy szczęśliwe, byłyśmy najpopularniejszymi dziewczynami w szkole, a zaraz po zajęciach szłyśmy palić zioło. Teraz świat bez tego był zbyt ponury, pozbawiony tak wielu ważnych rzeczy. "Mogła byś załatwić coś mocniejszego?" zapytałam któregoś razu, a ona ze zrozumieniem skinęła głową. Następnego wieczoru przyniosła mi kokainę. Oczy iskrzyły mi się na samą myśl o narkotykach. Chciałam spróbować w życiu wszystkiego i bawić się całą młodość. "Pierwszy i ostatni raz, tak?" upewniłam się, a ona skinęła głową. Wciągnęłyśmy po kresce białego proszku. To co się z nami działo było o niebo lepsze od tego, co było po ziole. Świat był jeszcze piękniejszy, serce biło mi nadzwyczaj szybko przypominając, że jeszcze żyję, a źrenice pięknie porywały niemal całą tęczówkę. Chciałam być nieśmiertelna. Jednak działanie narkotyku nie może trwać wiecznie. "Oh, błagam. Naomi. Zrobię wszystko tylko pozwól mi się znów lepiej poczuć." jęknęłam błagalnie, a ona odpowiedziała mi jedynie "Nie mogę Ci na to pozwolić, ale wyjdę teraz do toalety i zostawię kokainę w tym woreczku na stole. Nie będzie mnie przez kilka minut, wykorzystaj je dobrze" i puściła mi oczko. Tak, wzięłam kolejną działkę, a potem kolejną i kolejną. Nigdy nie było końca. Idealna wizja świata jest zbyt trudna do porzucenia, a szczeniacka ciekawość zbyt trudna do okiełznania. Biała królowa zawładnęła moim światem na wieki. Przegrałam wszystkie swoje marzenia, pogrzebałam je pod grubą warstwą białego proszku, jednak jedno moje małe pragnienie w pewnym sensie się spełniło. Chciałam, żeby kiedyś koleżanki z klasy opowiadały o mnie swoim dzieciom. Tak też było, jednak nie mówiły im o naszym zespole, który zresztą upadł, czy żadnym moich talentów. Przestrzegały je przed ludźmi takimi jak ja. Przed narkomanami, zagubionymi dzieciakami trzymanymi przez silne szpony kokainy. Pierwsza działka była jakby słowami przysięgi. "I że Cię nie opuszczę, aż do śmierci". Należymy do Białej Armii i zawsze będziemy jej wierni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz